
Od początku rosyjsko-ukraińskiego konfliktu kwestia wysłania wojsk państw europejskich na Ukrainę jest przedmiotem szerokiej dyskusji - poszczególnych państw, polityków, czy ekspertów. Do tej pory kraje członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej dość zachowawczo podchodziły do tej tematyki. Jednak zdaniem światowych i europejskich mediów ten scenariusz w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej realny, a w ostatnim czasie rozmowy w tym zakresie przyśpieszyły.
8 grudnia 2024 r., Paryż - na kanwie uroczystości ponownego otwarcia najbardziej znanej francuskiej katedry Notre-Dame dochodzi do wcześniej nieplanowanego trójstronnego spotkania - naprzeciw siebie siadają prezydent elekt USA Donald Trump, prezydent Francji Emmanuel Macron i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Oficjalnie rozmowy dotyczą dalszego wsparcia dla walczącego Kijowa, nieoficjalnie dyskusja odnosi się do powojennych ram i przyszłości Ukrainy. To właśnie tam - zdaniem "Wall Street Journal" - Donald Trump miał powiedzieć prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi, że chce, by europejskie wojska monitorowały zawieszenie broni na Ukrainie, jednocześnie podkreślając, że nie wyśle amerykańskich wojsk do tego kraju.
12 grudnia 2024 r. z nieoczekiwaną wizytą w Warszawie pojawia się głowa francuskiego państwa. Jak informuje strona rządowa, rozmowa z premierem Donaldem Tuskiem dotyczyła przede wszystkim sytuacji na Ukrainie. Dobrze poinformowany dziennik "Politico" wprost wskazuje, że Tusk i Macron mieli rozmawiać o możliwym rozmieszczeniu tam wojsk zachodnich w przypadku zawieszenia broni. Wywołany do tablicy Donald Tusk jeszcze na konferencji prasowej zapewnia: "Chcę także skorzystać z okazji i przeciąć spekulacje na temat potencjalnej obecności wojsk tego czy innego kraju w Ukrainie po osiągnięciu rozejmu lub pokoju. Decyzje dotyczące polskich działań będą zapadały w Warszawie i tylko w Warszawie. Na razie nie planujemy takich działań". Macron miał szukać w Polsce sojusznika w tym aspekcie i namawiać, by polska prezydencka w Radzie UE, która rozpoczyna się już 1 stycznia, forsowała ten pomysł.
O ile Polska samej idei nie krytykuje, to nic nie wskazuje na to, by zdecydowała się na wysłanie swoich żołnierzy do monitorowania rosyjsko-ukraińskiego zawieszenia broni. Podobnego zdania są źródła w Brukseli. Przewiduje się, że nasze władze - powołując się m.in. na trudną sytuację na polsko-białoruskiej granicy - odmówią czynnego udziału w inicjatywie, jednak Polska chciałaby odegrać inną kluczową rolę, zostając głównym zapleczem logistycznym dla sił pokojowych. I ta opcja z polskiej perspektywy wydaje się aktualnie najbardziej rozsądna.
Paryż z kolei w dalszym ciągu poszukuje sojuszników do realizacji projektu. Rozmowy są także prowadzone z państwami skandynawskimi, bałtyckimi, Niemcami i Wielką Brytanią. Ta ostatnia wstępnie sygnalizuje zainteresowanie udziałem w misji. Miałaby ona składać się łącznie z 40 tys. żołnierzy. Pozytywnie o pomyśle wypowiada się również Holandia. Linię frontu na Ukrainie miałaby rozdzielić linia demarkacyjna na wzór tej z Półwyspu Koreańskiego. Strzegliby jej żołnierze z misji rozjemczej. Niezależne od sukcesu lub porażki francuskich planów podstawą do jakichkolwiek działań w tym zakresie musi być rozejm a do jego zawarcia - przynajmniej na ten moment - jeszcze długa droga.
Aktualności ze świata
Viktor Orban po ponad 15 latach żegna się z fotelem premiera tego kraju.
WięcejCzy Viktor Orban ma się czego bać?
WięcejCzy to koniec trwającego od tygodni konfliktu?
WięcejAktualności z Polski
Dyskusję w tej kwestii wywołał ostatni wpis szefa MSZ Radosława Sikorskiego.
WięcejAktualnie władze kraju i biura podróży próbują ich ściągnąć do ojczyzny.
WięcejJeszcze kilkanaście lat temu mało kto spodziewałby się takiego scenariusza. Dziś powinniśmy się do niego powoli przyzwyczajać i być z niego dumni!
WięcejUroczystość odbyła się w gmachu Sejmu RP, gdzie prezydent-elekt złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym, w obecności parlamentarzystów, członków rządu, korpusu dyplomatycznego oraz zaproszonych gości.
Więcej