
W ciągu kilku dni setki Polaków zostały przetransportowane z ogarniętego napięciem regionu Bliskiego Wschodu do kraju. Operacja, prowadzona w ścisłej współpracy dyplomatów, wojska oraz służb ratunkowych, była jedną z najbardziej wymagających akcji ewakuacyjnych ostatnich lat. Jak podkreślają jej uczestnicy, w wielu momentach liczyły się minuty, a kluczowe decyzje zapadały w środku nocy. Za koordynację działań odpowiadało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które uruchomiło sztab kryzysowy i pozostawało w stałym kontakcie z polskimi placówkami dyplomatycznymi w regionie. W operację zaangażowane były także inne instytucje państwowe, w tym Rządowe Centrum Bezpieczeństwa oraz Wojsko Polskie.
Pierwsze sygnały o pogarszającej się sytuacji bezpieczeństwa pojawiły się kilka dni wcześniej. Władze wielu państw zaczęły wydawać ostrzeżenia dla swoich obywateli przebywających na Bliskim Wschodzie. Polskie placówki dyplomatyczne w takich krajach jak Izrael, Liban czy Jordania rozpoczęły intensywne działania informacyjne. Do Polaków wysyłano komunikaty z prośbą o kontakt z ambasadami i konsulatami oraz przypominano o możliwości rejestracji w systemach konsularnych.
W operacji ewakuacyjnej uczestniczyły już pierwsze wojskowe samoloty Sił Powietrznych RP. Zgodnie z decyzjami rządu i podpisanym postanowieniem prezydenta w działaniach uczestniczą dwa specjalne samoloty transportowe Boeing 737, które wyleciały z Polski z misją wsparcia operacji oraz przewozu obywateli. Równolegle utrzymana jest gotowość kolejnych jednostek lotniczych. Ministerstwo Sportu i Turystyki poinformowało wcześniej, że planowanych jest około sześć lotów do Omanu w najbliższych dniach, których celem jest transport setek obywateli z regionu do kraju. Dzięki temu do Polski ma wrócić łącznie ponad 1 700 osób, głównie tych, którzy nie mogli skorzystać z komercyjnych połączeń lub wymagają szczególnego wsparcia. Działania wojskowe są uzupełniane transportem cywilnym. Wiele rejsów komercyjnych i czarterowych zostało skierowanych na trasy z Bliskiego Wschodu do Polski, aby usprawnić powroty pozostałych obywateli.
"W pierwszych godzinach najważniejsze było ustalenie skali problemu: ile osób potrzebuje pomocy i gdzie dokładnie się znajdują" - mówi jeden z urzędników zaangażowanych w operację.
Ambasady wyznaczyły punkty zbiórki dla obywateli. Część osób dotarła bezpośrednio na lotniska, inni zostali przetransportowani autobusami z różnych części regionu. W wielu przypadkach konieczne było pokonanie kilkudziesięciu, a nawet kilkuset kilometrów w niepewnej sytuacji bezpieczeństwa. Konwoje organizowano w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko i zapewnić podróżującym maksymalną ochronę. Najwięcej Polaków zgromadziło się w rejonie Tel Awiw, gdzie znajdowało się główne lotnisko obsługujące loty ewakuacyjne.
"Gdy drzwi samolotu się zamknęły, wiele osób po raz pierwszy od kilku dni odetchnęło z ulgą" - wspomina jeden z członków załogi.
Dla wielu ewakuowanych była to jedna z najbardziej stresujących sytuacji w życiu. W regionie przebywali zarówno turyści, jak i osoby pracujące tam od lat. Część z nich musiała w pośpiechu opuścić mieszkania i miejsca pracy, pozostawiając większość swojego dobytku. Na lotnisku w Warszawa na ewakuowanych czekały zespoły ratownictwa medycznego, psychologowie oraz przedstawiciele służb konsularnych. Po kilkunastu godzinach podróży wielu z nich mogło wreszcie spotkać się z rodzinami.
Polska operacja ewakuacyjna była częścią szerszych działań podejmowanych przez państwa europejskie. W regionie podobne akcje prowadziły również inne kraje, a dyplomaci pozostawali ze sobą w stałym kontakcie. W kilku przypadkach na pokładach polskich samolotów znaleźli się także obywatele innych państw, którzy nie mieli możliwości skorzystania z transportu organizowanego przez własne rządy. Po zakończeniu głównej fazy operacji Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapowiedziało szczegółową analizę działań. Jej celem jest wyciągnięcie wniosków, które pozwolą jeszcze skuteczniej reagować w przyszłości.
Eksperci podkreślają jednocześnie, że w sytuacjach kryzysowych ogromne znaczenie ma współpraca samych obywateli z placówkami dyplomatycznymi. Rejestrowanie podróży i śledzenie komunikatów ambasad może znacząco przyspieszyć udzielenie pomocy. Choć większość Polaków, którzy chcieli opuścić region, powróciła już do kraju, polskie placówki dyplomatyczne nadal monitorują sytuację na Bliskim Wschodzie. W razie dalszego pogorszenia bezpieczeństwa nie wyklucza się kolejnych działań ewakuacyjnych.
Aktualności ze świata
Wymiana ognia trwa już drugi dzień a do konfliktu wciągane są kolejne kraje regionu.
WięcejBliski Wschód na skraju wojny. Co wydarzyło się w ciągu ostatnich godzin?
Więcej24 lutego 2022 roku Federacja Rosyjska dokonała pełnoeskalowej inwazji na Ukrainę, która trwa do dziś.
WięcejW Szwajcarii trwają rozmowy przedstawicieli USA i Ukrainy nad 28-punktowym planem pokojowym prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.
WięcejAktualności z Polski
Jeszcze kilkanaście lat temu mało kto spodziewałby się takiego scenariusza. Dziś powinniśmy się do niego powoli przyzwyczajać i być z niego dumni!
WięcejUroczystość odbyła się w gmachu Sejmu RP, gdzie prezydent-elekt złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym, w obecności parlamentarzystów, członków rządu, korpusu dyplomatycznego oraz zaproszonych gości.
WięcejZmiany weszły w życie 7 lipca i mają nie być uciążliwe dla mieszkańców regionów przygranicznych.
WięcejJeszcze rok temu ten scenariusz wydawał się nieraealny. Dziś jest to coraz częściej pojawiające się pytanie w polskich mediach.
Więcej